Akademia Rodzica MINIBASKET

10. Jak sprawić, żeby dziecko pokochało sport na lata?

To być może najważniejszy tekst z całej pierwszej części Akademii Rodzica MINIBASKET.

Bo możemy nauczyć dziecko kozłować.

Możemy poprawić jego rzut.

Możemy zwiększyć szybkość.

Możemy wygrać turniej siedmiolatków.

Tylko co z tego, jeżeli kilka lat później dziecko powie:

„Nie chcę już trenować.”

Sukces w sporcie dziecięcym trzeba mierzyć inaczej

Oczywiście chcemy rozwijać umiejętności.

Sport ma uczyć.

Trening powinien mieć jakość.

Ale w wieku 3–10 lat jednym z najważniejszych długoterminowych celów powinno być stworzenie pozytywnej relacji dziecka z ruchem.

Żeby chciało wrócić jutro.

Za tydzień.

Za rok.

A najlepiej – żeby aktywność fizyczna pozostała częścią jego życia również wtedy, kiedy będzie dorosłe.

Najpierw radość

Pierwsze doświadczenia sportowe mają ogromne znaczenie.

Jeżeli sport kojarzy się z:

przyjaciółmi,

zabawą,

ruchem,

dobrym trenerem,

poczuciem bezpieczeństwa,

odkrywaniem nowych umiejętności,

powstaje fundament.

Jeżeli od początku dominuje:

presja,

wynik,

porównywanie,

krzyk,

ciągła ocena,

fundament wygląda zupełnie inaczej.

Nie rób z domu drugiego treningu

Trener prowadzi trening.

Rodzic powinien przede wszystkim być rodzicem.

Dziecko nie potrzebuje po zajęciach kolejnej odprawy technicznej:

„Łokieć wyżej.”

„Za wolno wracasz.”

„Musisz więcej kozłować lewą.”

Jeżeli rodzic staje się drugim trenerem, dziecko traci miejsce, w którym może po prostu być dzieckiem.

Pozwól dziecku próbować różnych rzeczy

Wczesne dzieciństwo jest świetnym okresem na różnorodność ruchową.

Bieganie.

Skakanie.

Rzucanie.

Pływanie.

Jazda na rowerze.

Gimnastyka.

Gry z piłką.

Zabawa na podwórku.

Nie musimy z pięciolatka tworzyć specjalisty.

Budujemy fundament ruchowy.

Koszykówka może być jego ważną częścią, ale rozwój młodego człowieka jest większy niż jedna dyscyplina.

Nie pytaj ciągle o wynik

Wyobraźmy sobie, że po każdym dniu pracy ktoś pyta nas:

„Ile dzisiaj zarobiłeś?”

Po pewnym czasie zaczęlibyśmy sądzić, że tylko to się liczy.

Podobnie działa ciągłe:

„Wygraliście?”

„Ile punktów?”

„Byłeś w pierwszej piątce?”

Spróbujmy innych pytań:

„Dobrze się bawiłeś?”

„Czego się nauczyłeś?”

„Co było najtrudniejsze?”

„Komu dzisiaj pomogłeś?”

„Co chciałbyś spróbować następnym razem?”

Nagle sport staje się znacznie większy niż wynik.

Dziecko potrzebuje również nudy i odpoczynku

Nie planujmy całego dzieciństwa.

Trening.

Angielski.

Basen.

Dodatkowy trening.

Turniej.

Korepetycje.

A gdzie jest czas na:

„Mamo, idę na dwór”?

Swobodna zabawa jest ważną częścią dzieciństwa.

Nie każda aktywność musi mieć trenera, cel i mierzalny rezultat.

Rodzic jest wzorem

Trudno przekonywać dziecko, że ruch jest ważny, jeżeli widzi dorosłych, dla których aktywność fizyczna jest wyłącznie obowiązkiem.

Nie musimy być sportowcami.

Spacer.

Rower.

Basen.

Wspólna gra.

Wycieczka.

Dziecko widzi:

„W naszej rodzinie ruch jest naturalną częścią życia.”

To bardzo silny komunikat.

A co, jeśli pewnego dnia chce zrezygnować?

Nie każda deklaracja:

„Nie idę więcej!”

oznacza, że należy natychmiast wypisać dziecko.

Ale też nie każda oznacza, że trzeba zmusić je do dalszego treningu.

Najpierw zapytajmy:

Dlaczego?

Czy wydarzył się konflikt?

Czy dziecko czuje się słabsze?

Czy zmienił się trener?

Czy jest przeciążone?

Czy przestało czerpać radość?

Czy może po prostu miało fatalny dzień?

Szukajmy przyczyny, zanim podejmiemy decyzję.

Nie wychowujemy tylko zawodników

W MINIBASKET możemy marzyć, że część dzieci przejdzie kiedyś całą drogę:

od pierwszej piłki,

przez szkolenie młodzieżowe,

aż do koszykówki seniorskiej.

I będziemy z tego dumni.

Ale nie wszystkie zostaną zawodnikami.

I to jest normalne.

Jeżeli dziecko po latach sportu pozostanie aktywnym, pewnym siebie człowiekiem, który potrafi współpracować, przegrywać, próbować ponownie, dbać o swoje ciało i dobrze wspomina ludzi spotkanych na swojej sportowej drodze –

to również jest ogromny sukces szkolenia.

Jedno pytanie, które warto zadawać sobie jako rodzic

Nie tylko:

„Czy moje dziecko robi postępy?”

Ale również:

„Czy ono nadal lubi tutaj być?”

Bo bez tego nawet najlepszy program szkoleniowy kiedyś przestanie mieć znaczenie.

Zapamiętaj

Nie musimy wiedzieć, czy pięcio-, siedmio- albo dziesięciolatek zostanie kiedyś zawodowym sportowcem.

Mamy przed sobą coś znacznie ważniejszego:

dziecko, które właśnie buduje swoją pierwszą relację ze sportem.

Niech poznaje wysiłek.

Niech poznaje zasady.

Niech uczy się systematyczności.

Niech przegrywa.

Niech popełnia błędy.

Niech czasami się złości.

Niech próbuje ponownie.

Ale przede wszystkim –

niech pokocha ruch.

Bo medale z dzieciństwa kiedyś trafią do szuflady.

A dobra relacja ze sportem może zostać na całe życie.

Napędzamy koszykarskie pokolenia.